W poście:

1.Jak do tego doszło?
2.Zaczęło się… Pierwsze zgrzyty i ulatujący ze mnie optymizm
3.Kursantki robią mi paznokcie
4.Efekty
5.Przeczytaj zanim zaczniesz komentować

Powiem Wam, że zabierałam się do tego wpisu jak pies do jeża (nie wiem, czy tak się mówi). Jak sobie pomyślę, ile będzie osób, które nie zrozumieją sensu tego posta, to aż mi słabo.

Nie będzie żadnych naprowadzaczy, nie będzie nazwisk. Nie chodzi o oczernianie kogokolwiek (chociaż zakładam, że skoro ktoś mnie tak potraktował, to jest tego świadomy i bierze za to odpowiedzialność). Piszę, ponieważ chcę Was przestrzec przed pochopnym oddawaniem swoich rąk w inne ręce oraz uświadomić tym z Was, którzy takie szkolenia organizują lub będą organizować, że modelka też człowiek ;P

Proszę, przeczytajcie ten długi post CAŁY i BEZ POŚPIECHU.

Nie skaczcie po fragmentach, nie szukajcie smaczków

(one będą, spokojnie), bo bardzo zależy mi na tym,

żebyście zrozumieli właściwy przekaz mojej wypowiedzi.

Więc tak. Każdy, kto choć trochę mnie zna – nawet tylko z social media – wie, że chętnie dzielę się swoją wiedzą i naprawdę staram się pomagać, jeśli tylko jestem w stanie. Uważam, że to, że chcecie się rozwijać, że szukacie odpowiedzi, podpatrujecie innych i zdobywacie wiedzę (czy to na własną rękę, czy to na szkoleniach) jest cudowne i właśnie o to chodzi w poszerzaniu swoich horyzontów.

Każdy ma prawo nie umieć.

Każdy ma prawo popełniać błędy.

Każdy ma prawo się uczyć.

 

1.Jak do tego doszło?

Jak wiecie, ja jestem samoukiem, ale zawsze mówiłam wprost, że szkolenia to świetna sprawa i że gdybym miała czas i pieniądze, to chodziłabym chyba na różnego typu warsztaty bez przerwy. Ostatnio wpadło mi w oczy w internecie ogłoszenie, że instruktorka (pod szyldem znanej marki paznokciowej) szuka modelek na szkolenie z budowy migdała żelowego.

Pomyślałam sobie ŁAŁ! W końcu mi się trafiło! Pójdę na takie szkolenie jako modelka, poznam instruktorkę, zobaczę, jak to się wszystko odbywa, jak wygląda nauka na takim szkoleniu i potem, jak będę wybierała szkolenie dla siebie, to już będę miała znajome miejsce ze znajomą instruktorką, więc nie będę musiała wybierać w ciemno. Dodatkowo, ja nigdy w życiu nie miałam przez nikogo robionych paznokci żelowych – ani profesjonalnie w salonie, ani amatorsko, więc cieszyłam się jak dziecko, że będę miała raz w życiu porządne pazurki i zobaczę, do czego powinnam dążyć i co mogę osiągnąć, jeśli będę wytrwała.

Pani instruktorka odezwała się do mnie z zapytaniem, czy jestem tego dnia dyspozycyjna, okazało się, że tak, więc obiecałam stawić się na wyznaczoną godzinę, czyli na 12. Zostałam poproszona, żeby ściągnąć to, co mam na paznokciach (a miałam ten mani, który widzicie poniżej) i przyjechać z gołą płytką. Ścięłam paznokcie i usunęłam większość bazy nadbudowującej, ale nie dojechałam do płytki, bo nie robię tego nigdy, nie mam w tym wprawy i bałam się przepiłowania. Takie paznokcie miałam wcześniej, a z takimi pojechałam:

Jeśli zapytacie mnie, czemu nie dopytałam dokładnie co to za szkolenie (wystarczyła mi informacja, że cały set i kształt migdał), jak to będzie wyglądać itd., to powiem Wam wprost – byłam tak strasznie naiwna i łatwowierna, że przyjęłam za pewnik, że instruktorka z takim stażem, przyjmująca mnie w akademii szkoleniowej na indywidualnym szkoleniu nie da zrobić mi krzywdy. Po prostu założyłam, że oddaję się w najlepsze ręce. Na dostępnych w sieci zdjęciach również wszystko wydawało się być w porządku, a i zdjęcia moich paznokci po tym szkoleniu, także wyglądały ok! To się nazywa magia internetu – pamiętajcie o tym!

Kojarzycie taki program telewizyjny “Ostre cięcie”? To coś takiego, jak “Kuchenne rewolucje” tylko dla fryzjerów. Dwóch specjalistów przyjeżdża do słabo prosperującego salonu i patrzy, jak jego pracownicy obsługują modeli. Oczywiście, najczęściej te fryzury są tragiczne i do niczego się nie nadają i dlatego tych dwóch ekspertów zaprasza pokrzywdzonych modeli na dzień następny i poprawia im fryzury, żeby nie zostali tacy poszkodowani. Nikt im nie mówi “Fajnie, że przyszłaś, masz skopany kolor i cięcie, ale trudno, taka dola modelki. Idź tak w świat między ludzi i żyj w pokorze”. I dlatego ja też myślałam, że instruktorka będzie nad wszystkim czuwać, a jak coś nie wyjdzie, to pomoże, poprawi i będzie ok. Nie spodziewałam się idealnej stylizacji, ale takiej wiecie – ok. Takiej spoko do noszenia. No i spodziewałam się jednak za dużo…

 

2.Zaczęło się… Pierwsze zgrzyty i ulatujący ze mnie optymizm

Okazało się, że na miejscu są dwie przemiłe kursantki, które są już po jednym dniu szkolenia, a dzisiaj będą robić moje pazurki – każda jedną rękę. Bardzo szybko wyszło w rozmowie, że pani instruktorka sędziuje w zawodach paznokciowych (przynajmniej tak powiedziała), więc możecie sobie wyobrazić moje serce wzlatujące do nieba z radości, że ktoś na takim poziomie będzie czuwał nad pracą dziewczyn. Odprężyłam się totalnie.

Najpierw pani instruktorka sama zrobiła jednego mojego paznokcia – wszystko tłumaczyła i pokazywała dziewczynom i wydaje mi się, że było to dokładne i rzetelne. Było to przedłużanie na podkładanej formie oczywiście. Pierwszy zgrzyt pojawił się w momencie, kiedy okazało się, że pani instruktorka zamiast pojęcia “dysPERsja” mówi “dysPREsja”. I nie, to nie było przejęzyczenie bądź moje przesłyszenie, bo powtórzyła to kilka razy. Serio. Byłam w mega szoku i teraz myślę, że powinnam ją delikatnie poprawić, ale byłam tak tym zdezorientowana i do tego jednak onieśmielona (bo ta pani prowadzi akademię szkoleniową i przecież – jak sama mówiła – sędziuje na zawodach), że przemilczałam to. Mam nauczkę na przyszłość.

Drugi zgrzyt nastąpił po zbudowaniu przez panią instruktorkę całego paznokcia. Dziewczyny zrobiły sobie kilkuminutową przerwę, więc mogłam obrócić dłoń do siebie i na niego spojrzeć. Był krzywy. Patrząc na niego z góry, jedna krawędź była mocno zaokrąglona, a druga ścięta do czubka na prosto. Było to widać na pierwszy rzut oka, a przy moim perfekcjonizmie to już w ogóle. Widziałabym to z kosmosu.

Zwróciłam dyplomatycznie pani instruktorce uwagę, że albo mi się wydaje, albo ten paznokieć jest krzywy. Popatrzyła i stwierdziła, że rzeczywiście. A sama go budowała. Zaczęła poprawiać, ale zastrzegła, że nie może wiele zrobić, bo przepiłuje boki. Wyszło na to, że – zgrzyt trzeci – tak podłożyła formę, że wylądowałam z krzywym paznokciem. Trochę go jednak wypiłowała i nie wyszło najgorzej, a malowanie przykryło tę delikatną różnicę, która pozostała. Pazurek był ok (chociaż skórka została później zalana), ale wiecie – spodziewałam się, że będzie idealny, żeby pokazać dziewczynom, do czego mają dążyć.

3.Kursantki robią mi paznokcie

Później to dziewczyny zaczęły pracować, jedna z jedną moją dłonią, a druga z drugą. Ja mam trudne paznokcie, więc męczyły się z podkładaniem formy, ale pani instruktorka we wszystkim im pomagała i cały czas powtarzała, że spokojnie, że to się potem wypiłuje i będzie dobrze. Dziewczyny uczyły się budowy żelem po raz pierwszy, bo to było, jak się okazało, szkolenie dla początkujących, ale oczywiście jak to jest zazwyczaj, nie była to ich pierwsza styczność z żelem. Było bardzo sympatycznie, gadałyśmy i żartowałyśmy. Ja je uspokajałam, że luzik, że się nauczą i nie ma co się za bardzo krytykować, że są początkujące i wiadomo, że nie wszystko będzie im od razu wychodzić. Zapewniałam też, że jestem dyspozycyjna czasowo, więc nie muszą się spieszyć i sama jestem samoukiem, więc im z pomocą instruktorki na pewno wyjdzie dużo lepiej niż noszę na codzień.

Pani instruktorka nawet pytała, czy chciałabym przyjechać jeszcze kiedyś na jej szkolenie jako modelka, bo trudno znaleźć osobę, która poświęci 6h (z tego wywnioskowałam, że tyle powinno nam to wszystko zająć) plus czas dojazdu w dzień powszedni. Ja oczywiście byłam zachwycona i powiedziałam, że z miłą chęcią, jest bardzo przyjemnie, więc nie widzę problemu. I tak mijały godziny. Ja nie widziałam za bardzo, co się dzieje, bo po pierwsze, miałam obie ręce wyciągnięte daleko w przód, żeby dziewczynom było wygodnie; po drugie, mam wadę wzroku, więc nie widzę z takiej odległości; a po trzecie, nie chciałam dziewczyn peszyć i stresować, więc nie przypatrywałam się. Do tego stopnia nie chciałam im w żaden sposób zaszkodzić, że jak mi ćma wleciała we włosy, to nawet nie wyrwałam im rąk, żeby sobie pomóc. W trakcie była może 20-minutowa przerwa na obiad, a tak to cały czas, przez te wszystkie godziny dziewczyny robiły mi pazurki.

Kiedy miały malować, zapytałam się, czy mogłyby pomalować moimi lakierami, które czekają u mnie na swoją stylizację, bo wtedy nie musiałabym ich dzisiejszej stylizacji ściągać sama w domu za kilka dni, tylko mogłabym nosić takie piękne pazy dłużej. Pani instruktorka zachowała się świetnie, bo powiedziała, że nie ma problemu. Było już chyba przed 20, wszystkie byłyśmy mega zmęczone – siedziałyśmy tam już 8h właściwie bez przerw. Pani instruktorka pokazała dziewczynom, jak należy malować na tym zbudowanym przez siebie paznokciu i one zaczęły ogarniać każda swoją rękę.

 

4.Efekty

Moja lewa ręka była spoko. Miała dużo niedociągnięć, jeśli myślimy o ocenie profesjonalnej, ale jak na pierwszy raz, szkolenie i w ogóle, to takich pazów się spodziewałam. Niestety, druga ręka to był jakiś koszmar – krzywe, nierówno wypiłowane, góry i doliny, zostawione skórki, wszystko pozalewane (dosłownie – miałam żel dookoła paznokci). A na kciuku dodatkowo matowy, zmarszczony w lampie lakier. Zdjęcia są, jakie są, nie planowałam tego postu.

Nie mam żadnych, ale to żadnych pretensji do tych dziewczyn!

One zapłaciły za kurs po to, żeby móc się nauczyć i miały prawo popełniać wszystkie możliwe błędy!

Mam za to ogromny żal do pani instruktorki.

Jako osoba, prowadząca własną akademię, sędziująca w zawodach, ucząca innych mogła wypuścić mnie do domu z czymś takim? Czy to jest choć trochę estetyczne? Czy ja wg niej miałam tak teraz chodzić dwa tygodnie? Po pierwsze, jaki to daje przykład dziewczynom – że modelce to można byle jak i niech ona się teraz męczy i wstydzi pokazywać ludziom dłonie? Po drugie, nie dziwię się, że ma problem ze znalezieniem chętnych modelek skoro wypuszcza je z czymś takim.

Tak, jak powiedziałam, dziewczyny jako osoby uczącę się, miały prawo zrobić mi najpaskudniejsze paznokcie na świecie. Ale to pani instruktorka powinna zadbać o mój komfort i zdrowie. Nie byłoby tego postu, gdybym na koniec dnia usłyszała “Wie pani co? Te paznokcie nie wyglądają tak, jak powinny. Nie chciałabym pani narażać np. na to, że stylizacja odpadnie i będzie to dla pani uciążliwe, więc proponuję, że zdejmę ją teraz szybciutko i wyjdzie pani tak, jak przyszła, czyli z gołą płytką”. Gdyby tak powiedziała, szanowałabym ją za to bardzo! Ja natomiast wyszłam stamtąd po 9h, z bolącymi rękami i paskudnymi paznokciami.

Jeden paznokieć, wskazujący, bardzo mnie bolał, bo został zbyt mocno ściśnięty zaciskarką. Bałam się o niego (zbyt mocno, nieumiejętnie ściśnięty paznokieć może np. zacząć odklejać się od łożyska), zresztą i tak nie mogłam na to wszystko patrzeć, więc następnego dnia zabrałam się za zdejmowanie. Pozbyłam się tego, co mogłam ze skórek i usunęłam zapowietrzenia. Niestety, jak się później okazało, przez takie wypiłowanie paznokci, jakie widzicie na zdjęciu (to oczywiście nie moja robota, ja tylko zdjęłam kolor), paznokieć odrastając zaczął mi wrastać w skórę. Tak, jak wtedy, gdy źle obetniecie paznokcie u stóp. Rósł i przebijał się po prostu przez ciało. Bolało bardzo, dopóki nie odrósł na tyle, aby być dłuższy niż linia skórek.

Poświęciłam na to cały dzień, łącznie z dojazdem, na własny koszt oczywiście, było to ponad 10h. Kolejne godziny zmarnowałam następnego dnia na zdejmowanie tego wszystkiego, a uwierzcie mi, że skórek nie byłam w stanie doczyścić jeszcze długo. Dobrze, że dysponuję sprzętem i preparatami do zdejmowania stylizacji, bo przeciętna Polka albo by z tym chodziła aż by odpadło, albo by zapłaciła w salonie za zdjęcie, albo by to zgryzła. Nie wiem też, jak sytuacja potoczyłaby się, gdybym trzymała tę stylizację dłużej.

Po pierwsze, te preparaty nie mogą mieć kontaktu ze skórą! A ja miałam pozalewane wszystkie skórki, co może prowadzić do uczulenia i co, w konsekwencji, wyłączyłoby mnie z tego, czym się zajmuję i co kocham, czyli z robienia paznokci.

Po drugie, miałam mnóstwo zapowietrzeń, więc moje paznokcie aż prosiły się o to, żeby wyhodować sobie pod żelem np. piękną, dorodną zieloną bakterię.

I to są dwa najważniejsze powody, dla których piszę ten post!

Pani instruktorka nie zadbała o moje zdrowie i w tym kontekście kwestie estetyczne są mało istotne.

Przez jej olewczy stosunek mogłam po prostu nabawić się poważnych i długotrwałych problemów ze zdrowiem. Fajnie?

Doceniam, że dawała dziewczynom robić dużo samodzielnie, ale czemu moim kosztem? Czemu potraktowała mnie przedmiotowo, nie przejmując się ani moim zdrowiem, ani wyglądem? A wystarczyło potraktować mnie jak człowieka i zdjąć to, co powinno być zdjęte i nie byłoby sprawy. Za fatygę dostałam jakieś masełko do rąk i kilka oliwek do skórek.

5.Przeczytaj zanim zaczniesz komentować

No cóż, jak widzicie, moja przygoda z “modelkowaniem” nie była przyjemna. Dziewczyny były super i życzę im wszystkiego, co najlepsze, ale pani instruktorka w moich oczach poległa na całej linii. Już wiecie, jak to wyglądało u mnie. Same zdecydujcie, z tą wiedzą, którą Wam właśnie przekazałam, do kogo i czy w ogóle chodzić na takie atrakcje. Dowiedzcie się, czy jeżeli nie będziecie zadowolone, to możecie poprosić o poprawki albo usunięcie stylizacji. Dowiedzcie się, czy instruktorka bierze odpowiedzialność za swoje kursantki…

A jeśli jesteście bądź będziecie instruktorkami, to błagam Was, pomyślcie trochę o Waszych modelkach – one poświęcają swój czas i oddają się w Wasze ręce z pełnym zaufaniem. I to nie jest zaufanie skierowane do uczących się kursantek, tylko właśnie do Was – instruktorek. Że to Wy, mając doświadczenie i wiedzę zadbacie nie tylko o ich wygląd, ale również – przede wszystkim! – bezpieczeństwo i komfort.

Kończę ten post i mam nadzieję, że rozumiecie, że nie jest on wycelowany w osoby uczące się robić pazurki, ale te, które je uczą. W instruktorów, którzy chętnie przyjmują kasę, ale nie zawsze prezentują oczekiwany poziom…

JESZCZE RAZ POWTARZAM, ŻE DO DZIEWCZYN UCZĄCYCH SIĘ NIE MAM ŻADNYCH, NAWET NAJMNIEJSZYCH PRETENSJI.

ALE PRZEZ PANIĄ INSTRUKTORKĘ CZUJĘ SIĘ POTRAKTOWANA NIEPOWAŻNIE I PRZEDMIOTOWO.

A co Wy sądzicie o całej sytuacji?
Byłyście kiedyś modelkami w branży beauty? Jak było u Was?
Jestem ciekawa, czy tylko mnie spotkało coś takiego, czy też jest to częste, ale nie mówi się o tym głośno…