W poście:

1.Jak to się zaczęło?
2.Czy zarabiam na paznokciach?
3.Czy czuję się stylistką bądź artystką?
4.Moje paznokciowe guru
5.Skąd czerpię wiedzę?
6.Co robię, gdy mam ochotę rzucić to wszystko w diabły ;P
7.Czy planuję/ marzą mi się mistrzostwa paznokciowe?
8.Co powiedziałabym osobom,które dopiero zaczynają swoją przygodę?
9.Czy bycie samoukiem to powód do dumy?
10.Moje najgorsze paznokcie
11.Niemiłe komentarze
12.Co wybrać – drogę samouka czy kursy?

 

Piszecie do mnie czasem z zapytaniem, co sądzę o Waszych stylizacjach. Czy jest ok, czy coś z Was będzie i czy warto się temu poświęcić, czy lepiej dać sobie spokój. Ci z Was, którzy mnie znają, wiedzą, że zawsze jestem szczera ;P Ale ocena tych kilku stylizacji z teraz, nijak się ma do tego, jakie są Wasze możliwości. Gdybym ja pokazała komuś moją drugą, trzecią czy czwartą stylizację, to pewnie by powiedział, że postradałam zmysły w ogóle marząc o robieniu paznokci. A teraz chyba nie jest tak źle 😉

Jestem przekonana, że każdy, ale to KAŻDY, może robić sobie ładne, estetyczne, zadbane hybrydy (nie mówię o perfekcji ani o startowaniu w zawodach, bo to wymaga wielu lat treningów). Wszystko zależy od tego, jak bardzo nam zależy 😉 I z jakiego punktu startujemy. Jedna osoba będzie potrzebowała tylko kilku tygodni na ogarnięcie podstaw, a drugiej zajmie to np. trzy razy dłużej. Tak już jest, że mamy różne talenty i uczymy się różnych rzeczy w różnym tempie 🙂

Wychodzę z założenie, że równo opiłowane i ładnie umalowane paznokcie z zadbanymi i niezalanymi niczym skórkami są dla każdego 🙂 Trzeba tylko wiedzieć co, jak i czym robić. Dlatego piszę ten blog – bo ja też zaczynałam od zera i chcę Wam trochę ułatwić to wchodzenie w hybrydowy świat 🙂

Poniżej opowiem Wam trochę o sobie i mojej paznokciowej drodze, posiłkując się wywiadem (dumnie brzmi, nie? ;P ), którego udzieliłam jakiś czas temu Rainbownails do jej świetnego cyklu blogowego “Samouk Potrafi”. Polecam Wam tam zajrzeć, bo dziewczyny, samouczki jak ja, robią po prostu cuda, a może którejś jeszcze nie znacie? Aby przeczytać wywiad klinik tutaj

1.Jak to się zaczęło?

Całe życie byłam niepaznokciowa – nie tylko nie malowałam paznokci, ale wręcz je nałogowo obgryzałam i skubałam skórki. Nie miałam z tym jednak problemu, bo, w przeciwieństwie do popularnych sloganów, nie uważam, że dłonie świadczą o człowieku ;P Bez przesady – są ważniejsze kwestie.
Pewnego dnia koleżanka w pracy pochwaliła się, że kupiła sobie zestaw do hybryd. Ja w profesjonalnym salonie byłam 3-4 razy w życiu, nigdy nie były to regularne wizyty, ale pamiętałam, że fajnie było mieć ładne pazurki. Wróciłam do domu i nabyłam swój własny zestaw na popularnym serwisie. Nie miałam o tym zielonego pojęcia, ale napisali, że jest tam wszystko, aby zrobić hybrydę. I tak się zaczęło.

 

2.Czy zarabiam na paznokciach?

Kiedy nabrałam już trochę pewności w kładzeniu hybrydy, przyszło mi do głowy, aby zacząć na tym zarabiać. Chodziło mi głównie o zdobywanie doświadczenia i zwrot za wykorzystywane materiały. Przyjęłam chyba kilkanaście dziewczyn i, mimo że było całkiem przyjemnie i efekty chyba też nie najgorsze, stwierdziłam, że nie chciałabym robić tego 8h dziennie 5 dni w tygodniu. Zrozumiałam, że to nie moja droga i że to nie da mi szczęścia. Moje hobby zamieniłoby się w pracę i straciłabym to, co cenię w nim najbardziej – poczucie, że niczego nie muszę. Nadal myślę o paznokciach zarobkowo, ale bardziej w kierunku otwarcia salonu, którym będę zarządzać, a nie w którym będę pracować.

3.Czy czuję się stylistką bądź artystką?

Nie ;P Chcę się rozwijać, chcę być coraz lepsza, chcę wiedzieć coraz więcej, bo to sprawia mi frajdę. Nie zależy mi na tytule, na łatce, na przynależności do określonej grupy. Do stylistki, która kojarzy mi się przede wszystkim z perfekcją techniczną, jest mi niesamowicie daleko – dopiero w tym roku zrobiłam moje pierwsze żele. O byciu artystką nawet nie marzę, bo z tym się trzeba urodzić – to coś nieuchwytnego, coś co się ma lub nie. Myślę, że mam już pewne wyczucie smaku w stylizacjach, ale na pewno nie nazwałabym tego artyzmem. Nie muszę się kategoryzować, aby po prostu być 🙂

 

4.Moje paznokciowe guru

Nie ma jednej konkretnej osoby, na której się wzoruję. Chyba jestem zbyt ciekawska i zbyt czepialska, żeby u jednej osoby zaakceptować dosłownie wszystko i nazwać ją moim guru ;P Podziwiam dziewczyny ze wschodu za perfekcyjny manicure pod skórki, bardzo doceniam kreatywność w zdobieniach Yagali i Mashy Create, na Instagramie zachwycam się pracami alexandra_lykova23. Biorę od każdego po trochu i robię z tego własny mix 🙂

5.Skąd czerpię wiedzę?

Jak chyba większość samouków – z internetu. To jest kopalnia wiedzy. YouTube, grupy paznokciowe, fanpejdże stylistek i firm paznokciowych – tam jest wszystko, aby zacząć. Jestem przekonana, że można robić naprawdę ładne, estetyczne hybrydy w domowym zaciszu bez kończenia kursów. Wg mnie kursy to dobrze wydane pieniądze w 2 przypadkach – gdy nie masz czasu na samodzielne szukanie informacji i potrzebujesz klarownej, uporządkowanej wiedzy bądź gdy szukasz mentora, bo twój rozwój zatrzymał się, a tobie samej nie udaje się go popchnąć dalej.

 

6.Co robię, gdy mam ochotę rzucić to wszystko w diabły ;P

Zdarzało się nie raz, nie dwa! Ciężko jest żyć ze swoim perfekcjonizmem, kiedy co chwilę coś ci nie wychodzi. Ciężko się nie zniechęcić, kiedy siedzisz cały dzień nad paznokciami, a efekt końcowy i tak cię nie zadowala. Miałam tak wiele razy.

Nigdy specjalnie się nie motywowałam, za to dzięki takim chwilom nauczyłam się 3 rzeczy:

– jak masz ochotę, to rzuć te całe paznokcie w cholerę – maksymalnie za kilka dni zatęsknisz i miłość do pazurków wróci sama;

– wejdź na ulubioną grupę paznokciową bądź kanał na YT – optymizm jest zaraźliwy i wśród podobnych sobie freaków bardzo szybko przypomnisz sobie, jak bardzo lubisz gmerać w pazurkach;

– przestań wymagać od siebie konkretnych rzeczy, a zacznij doceniać sam postęp – łatwo się załamać, gdy wokół tyle idealnych stylizacji. Skup się na tym, że robisz coś lepiej niż kiedyś, a nie na tym, że wciąż gorzej od kogoś innego.

7.Czy planuję/ marzą mi się mistrzostwa paznokciowe?

Ani nie planuję, ani mi się nie marzą. Hmm, może nie jestem zbyt ambitna? ;P A tak serio, paznokcie to moja pasja – jedna wśród wielu. Jeśli ta pasja kiedyś doprowadzi mnie na takie mistrzostwa, to będę się cieszyć z bycia na takim poziomie. Jeśli nie – żaden problem. Nadal będę żyć tak, jak chcę i rozwijać się w swoim tempie.

 

8.Co powiedziałabym osobom,które dopiero zaczynają swoją przygodę?

Żeby patrzyły, słuchały i wyciągały wnioski, a wredne komentarze zbywały uśmiechem. Nie jest Wam potrzebny kurs, ale bez pokory, cierpliwości i chłodnej oceny swoich umiejętności nic nie osiągnięcie. Słuchajcie życzliwych Wam osób i same bądźcie życzliwe dla innych. Pamiętajcie, że najwięcej jadu zawsze sączą ci najbardziej zakompleksieni. To frazes, ale dobro naprawdę wraca.

 

9.Czy bycie samoukiem to powód do dumy?

Nie, tak samo jak nie jest dla mnie powodem do dumy bycie blondynką czy brunetką. Bycie samoukiem to po prostu fakt. Czy, odwracając kota ogonem, bycie profesjonalistą to powód do dumy? A jeśli tak, to kiedy można być dumnym? Po pierwszym kursie? Po piątym? A może dopiero po kilku zagranicznych? Można być świetnym samoukiem bądź beznadziejnym, tak samo jak można być świetnym profesjonalistą lub takim sobie. Internet, profesjonalne kursy czy szkoła kosmetyczna to tylko różne drogi do tego samego celu. Kiedy czytam fenomenalną książkę nie zastanawiam się nad tym, czy autor pisał ją w piwnicy, czy w penthausie, popijając szampana. Po prostu rozkoszuję się nią. Tak samo, jak rozkoszuję się śliczną stylizacją, doceniając oczywiście włożoną w nią pracę.

10.Moje najgorsze paznokcie

Moje najgorsze były, paradoksalnie, nie pierwsze, a drugie hybrydy. Pierwsze wyszły nieźle. Przy drugich poczułam się pewnie i wymyśliłam sobie – uwaga – białe paznokcie ze stemplami fal morza w trzech kolorach ombre. No cóż, na YT wyglądało prosto. Ten, kto kiedykolwiek malował na biało wie, że ten kolor nie ma litości i nie wybacza błędów. Mnie też nie wybaczył. Góry i doliny, pozalewane skórki. Dodatkowo, wtedy dysponowałam jedynie zwykłymi lakierami NIE do stempli i takim małym, różowym, twardym stemplem, który dorzucają na Allegro. Kojarzycie? No właśnie. Moje paznokcie były chyba jednymi z bardziej tragicznych paznokci ever. Co najgorsze, nie mam zdjęć, bo mimo że je porobiłam (a mani zdjęłam już następnego dnia, bo te fale przyprawiały mnie o mdłości), to mój laptop uległ awarii i nie udało się odzyskać danych. Piszę więc o tym, bo myślę, że każdy samouk ma takiego trupa w szafie ;P

 

11.Niemiłe komentarze

Nie spotkałam się z takimi w związku z tym, że jestem samoukiem, ALE spotkałam się z opinią, że moja wiedza jest błędna, bo, cytując “ja chodzę do szkoły kosmetycznej i płacę za nią naprawdę dużo i moja nauczycielka powiedziała, że nie wolno usuwać skórek frezarką”. Po tym argumencie życzyłam tej pani miłego dnia i wielu udanych stylizacji. Awantury nie było, bo nie zareagowałam agresją.

 

12.Co wybrać – drogę samouka czy kursy?

Gdybym miała bardzo dużo pieniędzy, to chodziłabym chyba na wszystkie możliwe kursy. Jestem przekonana, że dzięki wartościowym szkoleniom można rozwijać się szybciej i unikać błędów. Ja uczę się na sobie, sprawdzam, testuję. Nie mam z tym problemu, bo bardzo to lubię, ale nie pogardziłabym (i nigdy tego nie robię) dobrymi radami bardziej doświadczonych koleżanek. Samo szkolenie może naprowadzić nas na dobre tory, ale wyćwiczyć wszystko i tak trzeba będzie samemu, zazwyczaj poświęcając na to wiele godzin.

No to co? Podbudowane trochę moimi koszmarkami? Mam nadzieję, że tak!

Pamiętajcie, każdy kiedyś zaczynał 🙂

Udało mi się napisać coś sensownego, podoba Wam się taka tematyka?

Która moja “stylizacja” jest najgorsza? ;P

Piszcie w komentarzach, co o tym wszystkim sądzicie!