Taaaaaka jestem zadowolona z tego mani 😀 A co! Jak nikt Cię nie docenia, to doceniaj się sama ;P

A tak na serio. Manicure okupiony godzinami piłowania, hektolitrami wylanego potu i setkami niecenzuralnych przerywników. No ale podoba mi się, więc mimo wszystko było warto.

Canni 082 – link

Naprawdę rzadko jest tak, że jak dostanę przesyłkę z Ali, to od razu muszę ją wykorzystać. Zazwyczaj wszystko musi swoje odleżeć. Teraz było inaczej. Zamówiłam Canni 082 za sprawą koleżanki. Otworzyłam paczkę, odkręciłam buteleczkę i przepadłam. Ten kolor jest OBŁĘDNY. Jest idealny, cudowny, kocham go. Widzę w nim gałkowe lody pistacjowe 😀 W zależności od światła zmienia się jego intensywność – raz jest prawie pastelowy, a raz bliżej mu wręcz do neona. Jestem nim absolutnie zachwycona, bo nawet krycie ma fajne, ale…

No właśnie. Jest ALE. Poziomowanie – tragedia. Ten lakier to jest pod tym względem koszmar. Zostawiał mi okropne smugi i one w ogóle nie znikały, mimo że czekałam dość długo przed włożeniem do lampy. Musiałam piłować i poprawiać, namęczyłam się z nim strasznie i, co najgorsze, efekt był mizerny.

I wtedy pojawił się ON. Pojawił się i uratował całe mani. Hard Top z NeoNail <3 Walnęłam słuszną warstwę, żeby zakryć te góry i doliny i on nigdzie nie spłynął! I rzeczywiście zakrył, co trzeba. Oddaję mu cześć i honor i stwierdzam, że wart jest tych 30 zł. A co. Płytkę Born Pretty polecam z całego serca – stemplowanie to przyjemność. Lakier, jak zwykle, niezawodny Genailish.

Podsumowując, kolorek jest ekstra, krycie fajne, a komfort malowania… nikły. Być może trafiłam na jakiś felerny egzemplarz, ale gdyby nie top, to musiałabym wszystko zdejmować. Pocieszające jest to, że jak się za kilka dni odważyłam zabrać za drugą rękę, to malowało się trochę lepiej, więc można go jakoś oswoić (mizianie pędzelkiem prawie w powietrzu minimalizuje smużenie). Czekam jeszcze na 2 (hmmm, a może 3?) podobne kolory i mam nadzieję, że będą równie piękne, ale przyjemniejsze w użytkowaniu 🙂

Na zdjęciu już z kilkudniowym odrostem ;P

Płytka, której użyłam to Harunouta L040 – cena: 2,09$, link

Mój manicure

 

Malujemy wszystkie pazurki na odpowiedni kolor i nakładamy top. Zabezpieczamy skórki, żeby ich nie upaprać przy stemplowaniu. Doskonale sprawdza się do tego tania baza peel off Miss Sporty dostępna np. w Rossmannach.

 

TRICK: Nałóż dość grubą warstwę zabezpieczającej bazy, bo cienka będzie się rwała przy zdejmowaniu.

 

Przezroczystym stemplem (żebyśmy widziały co, gdzie i jak) odbijamy wzorki na przemytym z dyspersji (lepka warstwa) topie.

 

TRICK: Jeśli nie wcelujesz tam, gdzie chcesz, możesz delikatnie usunąć stempel z paznokcia wacikiem nasączonym bezacetonowym zmywaczem do paznokci. Nie musisz zdejmować do tego bazy zabezpieczającej skórki.

 

TRICK: Jeżeli coś się nie odbiło w całości, nie musisz zmazywać całego wzorku. Spróbuj dokolorować brakujący fragment cienkim pędzelkiem lub sondą (ja pokolorowałam tak serduszko na wskazującym).

 

Sondą (albo wykałaczką lub wypisanym długopisem) stawiamy kropeczki z pistacjowego lakieru tam, gdzie nam się podoba, aby delikatnie ożywić stylizację. Utwardzamy kropki. Zdejmujemy bazę ze skórek, zabezpieczamy topem ostemplowane paznokcie, utwarzamy. Gotowe

 

TRICK: Jeśli mimo bazy zabezpieczającej ubrudziłaś przy stemplowaniu skórki blisko paznokcia, wyczyść je ostrożnie (żeby nie naruszyć wzorku) przed nałożeniem topu. Top jest przezroczysty i jeżeli nawet minimalnie zaleje Ci niewyczyszczoną skórkę, a Ty go utwardzisz, to już tego potem tak łatwo nie usuniesz.

 

 

Napiszcie mi koniecznie, co Wy robicie z tak problematycznymi, ale pięknymi kolorkami? Kupujecie i używacie ich mimo wszystko, czy rezygnujecie i szukacie alternatywy?

 

No i co sądzicie o moim pistacjowym mani z origami? ;P