W poście:

1. Jak uczę się malować?
2. Słowianka Gold Rush
3. FN Efekt metalu
4.Rosalind Metal Painting Gel
5.Które żele wybrać?

 

Fakt, że jestem stemplowa jest już powszechnie znany i – na szczęście – akceptowany ;P Stemple kocham, bo to najprostszy i najszybszy sposób na zdobienie paznokci.
Jeśli chcesz poczytać o stemplowych zasadach, błędach, wskazówkach i produktach, kliknij w LINK

Ale…
kto się nie rozwija, ten się cofa. Podobno. Zdobienie paznokci to moja wielka pasja. Wymyślanie wzorów, dobieranie kolorów, obmyślanie kompozycji – w tym się czuję najlepiej i to mnie najbardziej fascynuje w całym paznokciowym świecie.

Plastycznie zawsze byłam bardzo słaba. I serio, nie jest to żadna kokieteria i fałszywa skromność – ja nie umiałam namalować właściwie nic. A nie, zawsze umiałam namalować całkiem ładną pupę słonia. No, więc takie właśnie miałam podstawy – tyłek słonia i heja ;P

Mimo tego, że plastycznie byłam totalnym zerem, to i tak odkąd zaczęłam robić hybrydy, coraz częściej łapałam za pędzel i próbowałam swoich sił w prostych malowankach. Po prostu PRÓBOWAŁAM. Nie da się ukryć, że wiele osób ma niesamowite zdolności i ich prace – nawet te pierwsze – są naprawdę piękne. Czy to jest sprawiedliwe? Nie, nie jest. Ale jeśli tak, jak ja nie macie talentu plastycznego, a będziecie się porównywać z osobami bardzo uzdolnionymi, to możecie co najwyżej się zniechęcić i nabawić kompleksów.

1. Jak uczę się malować?

Absolutnie nie czuję się żadną ekspertką ani stylizacji paznokci, ani stricte zdobnictwa, ale ROBIĘ POSTĘPY 😀 Serio, widzę po moich pracach, że jest lepiej i że maluję rzeczy, o których jeszcze pół roku temu mogłam tylko pomarzyć. Nadal jest to prawie nic (np. prosta linia albo ładny zawijasek czy różyczka), ale dla mnie jest to coś. Bo jest lepiej niż kiedyś 😀

Dlatego pomyślałam, że napiszę Wam o tym, jak to się stało, że jaki taki postęp zrobiłam i może trochę zachęcę Was do chwytania za pędzel! Nie tylko ten od lakieru, ale tym razem ten do zdobień <3

 

Oglądajcie zdobienia innych – co, jak nie śliczne prace koleżanek po fachu zachęci lepiej do podejmowania własnych prób? Oglądajcie i zapisujcie na później. Od siebie mogę Wam polecić konto @nails_by_steps na Instagramie – nie dość, że są tam naprawdę fajne pomysły, to jeszcze często w formie filmików, więc można podejrzeć technikę pracy 🙂

Wybierzcie zdobienie, które naprawdę mega Wam się podoba – ja wiem, że często się słyszy o tym, żeby najpierw opanować np. proste linie, bo to podstawa wielu zdobień itd. Ok, nie mam nic przeciwko o ile jesteście mega wytrwałe. U mnie najlepiej sprawdza się robienie tego, na co mam ochotę, a nie tego, co powinnam robić w kolejności. Jeśli coś bardzo mi się podoba, po prostu próbuję wykonać coś podobnego. Jeśli czegoś bardzo chcecie zarówno motywacja jest większa, jak i frajda z samego podejmowania prób 🙂

Zaopatrzcie się w dobre produkty – i nie, nie mam tu na myśli kupowania całej palety Semi Artów, kiedy nigdy nie miałyście nawet pędzelka w ręku. Chodzi mi o to minimum, które nie pozwoli Wam zrzucać winy na słabą jakość produktów. Najciężej robić postępy wtedy, kiedy nie wiadomo, co robimy źle. Jeśli kupicie na początek dobry pędzelek i dobry paint gel, to po pierwsze, produkty będą Wam pomagały zamiast utrudniać, a po drugie, będziecie wiedziały, że ewentualne niedoróbki to Wasza wina i po prostu trzeba dalej trenować ;P

Dajcie sobie czas i cieszcie się z małych sukcesów – serio, to bardzo ważne 🙂 Nie wiem, czy o tym wiecie, ale nigdy nie będziecie najlepsze. Zawsze znajdzie się ktoś, kto umie lepiej, szybciej, ładniej, dokładniej… Im szybciej zaakceptujecie fakt, że rywalizowanie z całym światem nie ma sensu, tym lepiej dla Was. Skupcie się na sobie, na swoim rozwoju, na tym, co Wam sprawia radość 🙂

I przede wszystkim – nie poddawajcie się, ale też nie zmuszajcie. O ile szef nie grozi Wam zwolnieniem, jeśli w ciągu miesiąca nie opanujecie techniki One Stroke, to naprawdę możecie wyluzować ;P A jak następnym razem pomyślicie “Rany, ja się tego nigdy nie nauczę!” to dodajcie jeszczę “Ale za to całkiem nieźle radzę sobie z…”. Działa, sprawdziłam! :*

2.Słowianka Gold Rush

Jakiś czas temu oglądałam na Facebooku live ze Słowianki, na którym instruktorki pokazywały słowiankową nowość, czyli żele do zdobień Gold Rush. Prezentowane były trzy kolory: Gypsy Gold, Russian Gold i White Gold. Baaaardzo spodobał mi się ten efekt! Przede wszystkim dlatego, że rzeczywiście wcześniej nie widziałam niczego takiego. Nie jest to ani efekt, jaki daje malowanie zwykłym złotym paintem, ani efekt folii transferowej odbitej na czerni. To coś innego.

Te cuda od Słowianki mają niestety mniej cudowną cenę – urzekły mnie wszystkie trzy kolory, a koszt jednego z nich to 25 złotych 🙁 Dobrze wiecie, ile już perełek leży w mojej szufladzie i ja też wiem, dlatego wzięłam kilka głębokich oddechów i odpuściłam, myśląc “może innym razem”.

 

3.FN Efekt metalu
cena: 1,81 $ link

Jakież było moje zdziwienie, kiedy kilka tygodni później natknęłam się na identyczne – przynajmniej ze zdjęć – żele na Aliexpress! Również w trzech kolorach i również nazywane “metalowymi”. I to za niecałe 7 złotych za sztukę. Więc zamówiłam wszystkie trzy, wychodząc z założenia, że jeśli będą choć trochę podobne do tych słowiankowych, to będę bardzo zadowolona.

Żele przyszły w plastikowych słoiczkach, nic się nie rozlało w transporcie. Od góry na wieczku znajduje się mało estetyczna naklejka z chińskimi znaczkami, które zapewne coś znaczą, opisem “metal gel” i gramaturą – 3 gramy. Zawartość zabezpieczona jest srebrnym wieczkiem i to jest absolutnie świetne rozwiązanie – ja robię wtedy tylko dziurkę na środku, a po bokach żel nadal jest zabezpieczony przed wylaniem, nie brudzą się też te szyny/ rowki (?) do zakręcania słoiczka.

Powiem szczerze – zostałam absolutnie oczarowana. Zaczęłam od złotego i zachwycił mnie na maksa. Dawno nie byłam tak zadowolona z paznokciowego zakupu. Wiedziałam, że muszę Wam pokazać te żele, ale wtedy okazało się, że bardzo podobne wprowadziła do swojej oferty marka Rosalind. Pomyślałam, że poczekam też na trzy kolory od nich i zobaczę, czy to jest to samo…

4.Rosalind Metal Painting Gel
cena: 2,27 $ link

Totalna petarda. Nie boję się tego napisać – MUST HAVE!
Byłam zachwycona poprzednim zakupem, ale te żele od Rosalind są jeszcze lepsze! Dobrze, że czekałam na tę przesyłkę z recenzją, bo teraz piszę wprost – zamawiajcie je bez zastanowienia <3

Ale od początku, bo się chyba za bardzo rozemocjonowałam ;P Ale jak się nie emocjonować, skoro to takie cudeńko, że nawet mój chłop docenił.

Żele przychodzą w małych czarnych słoiczkach. Każdy z naklejką na wieczku, która w tym przypadku jest estetyczna i ładnie naklejona. Obiecywana pojemność to 5 ml – nie sprawdzałam, ale ze słoiczka prawie że się wylewa. Z jednej strony fajnie, bo na długo starczy, z drugiej – trzeba otwarte żele trzymać zawsze w pozycji pionowej, bo czuję, że może być słabo jeśli się poprzewracają. To, co mi się nie podoba to zabezpieczenie zawartości – zamiast takiej fajnej srebrnej folii, w której można zrobić tylko dziurkę na środku, mamy naklejone papierowe zabezpieczenie takie, jakie jest w pyłkach. Według mnie to jest beznadziejne.
 

Same żele są absolutnie niesamowite. Są cudowne. Są zachwycające <3
Dosłownie, to naprawdę “ciekły metal”. Na moim Facebooku Tricky Nails – zmalujmy coś razem wrzucę Wam filmik z konsystencją. Coś niewiarygodnego, jak bardzo przypomina to właśnie roztopiony metal. Wszystkie trzy kolory są tak samo piękne – złoto, srebro i złoto różowe. Mają lejącą konsystencję, więc jeśli przewrócicie słoiczek to momentalnie Wam się wyleją. A uwierzcie mi – to byłaby ogromna strata.

Maluje się nimi cudownie. Używałam mojego ulubionego cienkiego pędzelka również z Ali i nie miałam żadnych problemów.

 

Oto kilka moich spostrzeżeń:

 

jeśli jest taka możliwość, lepiej dać grubszą warstwę – wtedy ten metaliczny efekt jest najbardziej widoczny, tworzy się najpiękniejsza tafla i najlepiej odbija światło (spójrzcie na srebrne płatki na pudrowym różu). W moim mani z żółtym neonem dałam cieniutkie warstwy i niestety efekt był mniej metaliczny i prześwitywała czerń spod spodu;

nie rozlewają się, można bez obaw namalować cały wzór za jednym razem oraz przecinać ze sobą linie;

czas – ja utwardzałam 2 minuty w lampie SunOne 48w. Przy krótszym czasie zdarzyło mi się, że wzór się starł po przetarciu cleanerem;

cleaner – radzę unikać przecierania. Niestety, w moim odczuciu te żele tracą troszeńkę swojej boskości, kiedy potraktujemy je cleanerem;

smugi – można oczywiście zamalowywać nimi większe powierzchnie (np. moja grubsza linia na czarnym wzorniku), ale wtedy troszkę smużą i należy popracować moment nad tym, żeby wyglądały jak najlepiej;

nie posiadają warstwy dyspersyjnej;

próbowałam stemplować złotem i dla mnie mija się to z celem – albo zostaną smugi na stemplu, albo warstwa żelu będzie tak cienka, że dla pięknego, metalicznego efektu i tak będzie trzeba ją poprawić. Traktuję te żele jako typowe żele do zdobień pędzelkiem i do tego są wspaniałe.

5.Które żele wybrać?

 

Jeśli chcecie zamówić coś absolutnie fantastycznego z Aliexpress, gorąco polecam Wam Metal Painting Gel od Rosalind. Uważam, że jest to produkt o wyśmienitym stosunku jakości do ceny i na pewno warto zainwestować w niego te kilka złotych.

Żele z FN sobie odpuśćcie – są naprawdę piękne, ale przegrywają w zestawieniu z Rosalind.

Co do postawionego w tytule posta pytania – czy żele Rosalind to tanie zamienniki słowiankowych żeli Gold Rush? Nie miałam okazji podziwiać żeli ze Słowianki na żywo, ale sądząc po fejsbukowej relacji, którą oglądałam oraz zdjęciach dostępnych w internecie myślę, że tak, to jest produkt bardzo podobny, jeśli nie identyczny.

Żele Rosalind same w sobie są cudowne. Dają naprawdę piękny efekt. Trzy kolory kosztują niecałe 27 złotych, czyli właściwie tyle, ile jeden żel ze Słowianki. Wybór oczywiście należy do Was 🙂 Ja już mam swoje perełki <3

 

Dajcie znać, czy podoba Wam się efekt ciekłego metalu?
Czy miałyście okazję używać tych żeli ze Słowianki?
A może ma je jeszcze jakaś firma?
No i czy skusicie się na aliexpressowe zamienniki?