O przygotowaniach do szkolenia możecie przeczytaj tutaj

Teraz będzie o tym, co się działo, jak już weszłam do tej jaskini lwa ;P Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że jedną z dwóch rzeczy, o które naprawdę wcześniej się martwiłam była atmosfera (drugą było to, że niczego nie ogarnę <shame>). Z natury jestem paplą i ekstrawertyczką i wiem, że jeśli źle się gdzieś czuję, to wiedza, choćby przekazywana przez samego Dalaj Lamę, dryfuje gdzieś koło mnie nie mogąc znaleźć drogi do mojego mózgu. Tutaj było naprawdę cudownie – grupa około dziesięciu dziewczyn w różnym wieku, profesjonalistek, ale nie tylko – wszystkie przesympatyczne i pomocne. Na czele oczywiście z prowadzącą warsztaty instruktorką INDIGO Agnieszką Mazur.

Na początku Aga opowiedziała nam szybciutko o tym, czym jest manicure kombinowany, co jest potrzebne do jego wykonania i dlaczego klientki go uwielbiają. Już niedługo napiszę Wam wszystko krok po kroku i ogarnę jakiś tutorial 🙂

Później na MOIM PRZYKŁADZIE (mówiłam, że warto siadać blisko. No i mieć nieprofesjonalny, pozdzierany manicure ;)) pokazała, jak wykonać perfekcyjny kombinowany. Chciałabym Wam pokazać, jak pięknie prezentował się manicure zrobiony przez Agę, ale wszystkie zdjęcia ze szkolenia przepadły wraz z utratą dysku 🙁

Po kilku minutach same zaczęłyśmy bawić się swoimi pazurami i wtedy właśnie zrozumiałam, że “wiem, że nic nie wiem”. To wcale nie jest takie proste i dla mnie, osoby tak bardzo nieprofesjonalnej, nadbudowywanie paznokcia bazą proteinową to wyzwanie jak dla szczeniaka sikanie na matę – niby się da, ale ile potrzeba skupienia! Aga cały czas chodziła po sali, obserwowała, podpowiadała i naprawiała ewentualne potknięcia (to głównie u mnie). Zajęło nam to sporo czasu – zdejmowałyśmy hybrydę frezarką, opracowywałyśmy skórki, budowałyśmy pazurki i kładłyśmy kolor. Jedne pracowały szybciej, inne wolniej – bez presji.

Jeśli chcecie się dowiedzieć krok po kroku, jak wygląda robienie manicure kombinowanego – proszę o cierpliwość, będzie na blogu 🙂

W około dwudziestominutowej przerwie zjadłyśmy obiad – rosół i pierogi – i poplotkowałyśmy o głupotach. Niezręczna cisza przez cały dzień była nam absolutnie obca.

W drugiej części warsztatów uczyłyśmy się przedłużać paznokcie bazą proteinową na formie. Aga pokazała, jak to zrobić tym razem na innej koleżance i znowu zabrałyśmy się do pracy. Na koniec dnia zrobiłyśmy współną focię naszych pięknie wykombinownych pazurków oraz pięknych nas samych z cieplutkimi jeszcze certyfikatami.

No i najważniejsze – czy było warto?
Ja nie żałuję. Dowiedziałam się naprawdę wielu przydatnych rzeczy – jak nadbudować krzywą C, jak wykonać manicure pod skórki, jak pracować frezarką, jakich frezów używać.
To nie znaczy, że ja to wszystko już umiem po 8h szkolenia. Nie umiem, ale wiem, jak to zrobić. Przede mną wieeeeeele godzin praktyki, aby to wszystko ogarnąć, ale teraz mam podstawy, żeby się za to zabrać.

Podsumowując, te warsztaty są dla Ciebie jeśli:

– chcesz sama robić trwały, świetnie wyglądający manicure hybrydowy, ale nie wiesz jak, bo Twój, mimo chęci, wcale świetnie nie wygląda;

– masz już podstawową wiedzę o hybrydach, ale czujesz się zagubiona, bo wszędzie mówią i piszą co innego, a Ty potrzebujesz uporządkowanej wiedzy od profesjonalisty;

– robisz hybrydy, ale nie umiesz pracować frezarką, którą właśnie w kolejnym szale zakupowym nabyłaś (też najpierw kupujecie, a potem zastanawiacie się jak i do czego to użyć? ;P);

– jesteś profesjonalną manikiurzystką, ale podążasz za nowinkami i chcesz zaproponować swoim klientkom dopieszczenie i “manicure wyrastający spod skórek”.

Jeśli nie masz pojęcia o hybrydach, a nie chcesz wydawać kasy na szkolenia i warsztaty, czytaj blog Tricky Nails i ucz się razem ze mną 😀 Byłam w identycznej sytuacji – podstawową wiedzę czerpałam z internetu, ona jest na wyciągnięcie ręki 😀

Macie jakieś pytania? Jakie są Wasze doświadczenia? Kuszą Was profesjonalne kursy i szkolenia czy wolicie uczyć się w domowym zaciszu? A może polecacie (bądź odradzacie) jakieś warsztaty? Najlepiej w Łodzi 🙂 Piszcie w komentarzach!