Poprzednie były tylko dla odwrócenia uwagi ;P Nie no, żartuję, ale tak coś czułam, że w końcu wyląduję z innymi 😛

To mój pierwszy w życiu taki malunek, więc się proszę za bardzo niedoróbek nie doszukiwać ;P Postaram się, żeby następny był lepszy.

A na końcu posta dwie alternatywne historie (nie)walentynkowe 😉 Która jest Wam bliższa?

 

Inspiracja

Ostatni manicure mi się podobał, ale ten podoba mi się bardziej. Nigdy w życiu nie malowałam TAKICH RZECZY na paznokciach ani w ogóle nigdzie. Ale coś mnie naszło i stwierdziłam, że mam ochotę spróbować. Przeszukiwałam internet i znalazłam pazurka z niebiesko-różowym tłem, czarnym drzewem i dziewczynką bujającą się na huśtawce. Możecie podejrzeć go tutaj. Nie było instrukcji malowania, ale optymistycznie założyłam, że dam radę samodzielnie ogarnąć co i jak. Najpierw spróbowałam na wzorniku i jak tło, drzewo i huśtawka wyszły naprawdę fajnie, tak dziewczynka nie spełniła moich oczekiwań. Stwierdziłam, że to jeszcze za wysokie progi na me nogi i, jak to ja, zaczęłam kombinować.

Tricky kombinuje

 

Po pierwsze, założyłam, że chciałabym ozdobić dwa paznokcie, a nie tylko jeden. Dlatego zdecydowałam się na drzewo, którego gałęzie będą przechodzić z jednego pazurka na kolejny.

Po drugie, wiedząc już, że nie namaluję ślicznej dziewuszki na huśtawce zrezygnowałam z tej koncepcji i wymyśliłam własną. Przejrzałam naklejki, które posiadam i znalazłam panienkę, którą mogłam spróbować wkomponować w mój obrazek.

Po trzecie, stwierdziłam, że ta panienka nie może wisieć w przestrzeni, więc zaplanowałam domalować kamyczki w wodzie.

Po czwarte, podczas malowania naszła mnie ochota na czarny niby-french, a że wyglądał nieźle, to tak zostało.

Użyte produkty

 

Różowy HNM 1477 – cena: 1,32$ link
Sztos. Serio. Piękny, intensywny róż. Kryje bajecznie po dwóch warstwach, nie rozlewa się, nie spływa. To mój najlepszy różowy lakier. Cieszę się, że jest tak cudowny, bo moje ostatnie spotkanie z HNM nie było tak przyjemne (możecie przeczytać tutaj). Nie mam możliwości porównania kolorów, ale bardzo kojarzy mi się z Jungle Queen Indigo, który też kiedyś nosiłam. A komfortem malowania na pewno mu nie ustępuje.

Kobaltowy Monasi 135 – cena: 1,49$ link
Dawno, dawno temu, zanim pojawiła się przeboska kobaltowa Venalisa 939, wszelkie ochy i achy zbierał właśnie ten lakier. Świetnie kryje i jest przepiękny, ale bardziej stonowany niż wspomniana Venalisa. Cudo, lecz jeśli wolicie efekt PRZEOGROMNEGO WOW od WOW, to nie wybierajcie Monasi 😉

Czarny paint Saviland – cena: 1,79$ link
Nadal jest świetny. Gęsty, mocno napigmentowany, nic się nie rozlewa. Polecam!

Biały paint Sugar Effect Indigo – cena: 33zł link
Lubię go, chociaż nie malowałam nim jeszcze takich tworów jak czarnym.

Pędzelki – cena: 2,25$ link
Są cudowne. Pisałam więcej tutaj.

Naklejki
Pochodzą z zestawu mix naklejek z Ali. Pełno takich, ale nigdy nie wiadomo, na co się trafi. Możecie też szukać pojedynczych arkuszy.

Mój manicure

 

Pazurki ze zdobieniem – do tła użyłam HNM i Monasi oraz białego painta dla uzyskania jaśniejszego przejścia. Kolory mieszałam na szklanym talerzyku, a do paznokci użyłam cienkiego pędzelka BQAN. Najpierw zrobiłam całe tło i dopiero wtedy utwardziłam. Powtórzyłam dwa razy, aby kolory były intensywniejsze. Pokryłam topem i zmatowiłam go bloczkiem polerskim, aby paint się nie rozjeżdżał.

Czarnym pędzelkiem z zestawu i paintem namalowałam drzewo (zaczynając od dołu) oraz czarny niby-french na serdecznym. Utwardziłam.

Nekleiłam dziewczynkę i domalowałam niby-french i kamyki. Trzymając środkowy i serdeczny obok siebie narysowałam przedłużenie gałęzi nad dziewczynką. I voilà!

TRICK: Robiąc “ombre”, rozprowadzaj lakiery po paznokciu bardzo delikatnie, bo inaczej będziesz je ścierać zamiast łączyć.

Reszta pazurków – pokryte cudownym różowym HNM. Na wszystkich jest top z dyspersją Pvadcol. Bosko błyszczy, ale jest już niedostepny na Ali 🙁

Historia(-e) panienki z paznokcia…

 

Wersja dla romantyków – niewiasta, roniąc łzy i pochlipując, wybiegła w morze, aby ostatni raz spojrzeć na odpływającego w nieznane ukochanego (on odpłynął dawno i dlatego już go nie widać). Stoi teraz jak jaka durnota, bo oddała mu całą swą miłość (i nie tylko), a on, w imię zasady, że młodość musi się wyszumieć, wybrał wesołą barbarzyńską wycieczkę na podbój nieznanych lądów z braćmi samcami.

Wersja dla całej reszty – panna, stwierdzając, że ma dosyć napalonych baranów, którzy raz po raz łamią jej serce, postanowiła, że takiego wała im wszystkim, nie będzie płakać, za to zostanie sławnym i cenionym ornitologiem. Przywdziała spódniczkę hula i postanowiła tak długo wystawać na kamieniu aż w końcu jakiś zabłąkany głuptak pospolity nie przyleci i nie pozwoli się opisać.

 

Jak Wam się podoba mój pierwszy pejzażyk? Bawicie się w malowidła czy wolicie naklejki i stemple?

Mam dla Was jeden wniosek – nawet jeśli teraz coś wydaje Wam się niemożliwe, to wcale nie znaczy, że za jakiś czas też takie będzie. Jeszcze 2 tygodnie temu zapierałabym się, że w życiu nic nie namaluję. A jednak jakoś się udało. I Wam też się uda! Tylko nie bądźcie dla siebie zbyt surowe – każdy kiedyś zaczynał, a błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi.

A, no i dajcie znać, czy starczy taka instrukcja, czy jednak wolicie krok po kroku zdobień ze zdjęciami!